Za wszelką cenę muszę się powstrzymywać od snu w dzień. To wszystko zaczęło się około dwóch tygodni temu: gdy tylko zamykałam oczy, pod powiekami zaczynały jawić mi się wizje, które z biegiem czasu nabierały coraz to bardziej apokaliptycznego wymiaru. W przeciągu paru dni umierałam kilka razy, w zasadzie nie bolało, bo nigdy nie umarłam do końca, ale sama świadomość nierealnej utraty życia sprawiała, że zaczęłam się bać snu. Jawiły mi się obrazy gigantycznych mas słonej wody zalewające najwyższe wieżowce w Londynie, tryumf zła nad dobrem, okupacja, rządy mafii, plagi szczurów i krukowatych, zapłodnienie in vitro dokonane przez czarnoskórą parę. Zważając na mój emocjonalny stosunek do wszelkich “znaków” najczęściej budziłam się zalana łzami i mokra od potu. Zaczęłam unikać popołudniowego odpoczynku jak ognia, kosztem podkrążonych dolnych powiek i przekrwionych spojówek. Nikt nie wiedział dlaczego tak mocno przeżywam te wszystkie wizje, ale ja byłam przekonana, że odpowiedź na tę zagadkę niebawem będzie całkiem czytelna.
-
Ten zagadkowy kontrast między snem a jawą
-
Bardzo świeża sprawa: ciekawe, kiedy wreszcie zaprzestaniemy wyścigów z autobusami i pociągami? Bałam się wracać z przystanku. Niedaleko dworca w samochodach siedzieli jacyś dziwni ludzie.
_manvsmachine_
marzec 22, 2008 autor: vakinyan
Kawa rano – pomaga.
nie.
piszczy mi w uszach
sny snione w dzien sa zwykle najciekawsze